poniedziałek, 5 sierpnia 2013

08. +Zawieszam

 Blog zostaje zawieszony.
Zaczęłam pisać ósmy rozdział, w którym nie ma wlaściwie nic, ale niech to będzie takie pożegnalne "coś"
Nie wiem czy wrócę do tego bloga czy nie, ale myślę, że możecie przygotować się na mój powrót.

Rozdział ósmy (początek_
 Moje... ekhem.. właściwie to Melanie, tak. Relacje Melanie z profesorem Adamem zdecydowanie się polepszyły. Nie mówię tu tylko o uczelni, relacji profesor-student, tylko o naszych ogólnych relacjach. Można powiedzieć że jesteśmy... właściwie to że on myśli, że jesteśmy przyjaciółmi. Minął już miesiąc, nie uzbierałam wiele jego cierpienia. Ale w chwili obecnej zbieram materiały. Przyznam, że czasami nie udaję przyjaciółki, czasami o prostu nią jestem. Może nie jestem przyjaciółką, ale po prostu jestem sobą. Powiedzmy, że nie pracuję tak ciężko. Czasami nie muszę udawać. A jeśli mowa o pracy, to moja praca u pana adwokata nie wypaliła. Koleś byl za bardzo napalony. Mój ojciec się o tym dowiedział, jego prywatny samolot zginął gdzieś tam w powietrzu. Zaprzestali na poszukiwaniach. Dziwne nie sądzicie? Takie .... nie ziemskie.
 -Wiedziałem, że tu będziesz. -powiedział i usiadł obok mnie. Własnie siedziałam w bibliotece. Było to nasze miejsce spotkań. Trochę nieodpowiednie. No ale cóż. Czsmi wychodzimy do jakiejś kawiarni. -Co czytasz?  Bo chyba nic co pomogłoby ci w wykładach z prawa.
-Książkę.
-No co ty! Nie pomyślałbym.
-No widzisz.
-Będziemy się tak droczyć, czy normalnie porozmawiamy.
-Jak ty wolisz. -powiedziałam wystawiając do niego moje wspaniale ząbki i odłożyłam książkę na pierwsze lepsze miejsce na półce.
-Ja wolę zaprosić cię na spacer.
-Spacer? -zapytałam podejrzliwie.
-Tak, spacer. To co ty na to?
-Więc chodźmy. -powiedziałam wystawiając rękę w jego stronę, która on oczywiście chwycił.
***
-Dlaczego wziąłeś tylko jedną gałkę lodów?
-Bo mnie do niej namówiłaś.
-Ale dlaczego tylko jedną.
-Bo nie dwie.
-Ale dlaczego tak mało. Nikt normalny nie kupuje jednej gałki. -dobrze wiedziałam, że nie może jeść dużo lodów, to jeden z wielu minusów posiadania w sobie 50% ognia.
-No widzisz, ja jestem nienormalny. Chodźmy do lunaparku.
-Ale po co.
-Pozwiedzać skamieliny.
-Jak ja uwielbiam ten twój sarkastyczny ton.
-Z wzajemnością skarbie. -powiedział obejmując mnie ramieniem.
***
-Nie idę tam już. -powiedziałam, gdy chciał abyśmy po raz trzeci poszli na <rollercoaster> -ta prędkość mnie wykańcza, jest we mnie 50 % wody, jeszcze pare takich zjazdów a całkowicie się wysuszę.
-Wszystko w porządku? Źle wyglądasz.
-I źle się czuję.
-Usiądź. -powiedział idąc ze mną w stronę ławki.
-Przynieś mi wodę.
-Ok, nie ruszaj się.
-Nie mam zamiaru. -chyba zaraz zemdleje. Mówiłam, że mam 50% wody, myliłam się, mam jej jakieś 5 %

3 komentarze:

  1. A!!! Kocham to ;***
    Mam nadzieję że wkrótce coś dodasz *___*

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje opowiadanie zostało zanalizowane na http://niezatapialna-armada.blogspot.com/2013/09/231-ksiezniczka-w-nowym-jorku-czyli-hej.html Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  3. NIsiaaaaaaaaaaaaaaa misiuuuuuuuuuu!
    Kiedy dodasz noey rozdziaaał! :*
    Chcę wiedzieć co bd daaaleeej! :*

    OdpowiedzUsuń